Składy Górnika Zabrze i Rakowa Częstochowa przed finałem STS Pucharu Polski mówiły o tym meczu więcej niż niejedna przedmeczowa zapowiedź. Z samego ustawienia i doboru zawodników dało się wyczytać, kto chce kontrolować środek pola, kto stawia na mobilność między liniami i kto liczy na mocną ławkę. Poniżej rozkładam to na konkrety: od wyjściowych jedenastek, przez ustawienia, po to, co te decyzje znaczyły w praktyce.
Najważniejsze fakty przed finałem w Warszawie
- Mecz rozegrano 2 maja 2026 roku na PGE Narodowym w Warszawie, a stawką był Puchar Polski.
- Górnik Zabrze wyszedł w ustawieniu 4-3-3, a Raków Częstochowa w systemie 3-4-2-1.
- W pierwszej jedenastce Górnika znaleźli się m.in. Łubik, Janicki, Janża, Kubicki, Hellebrand, Sadilek, Chłań, Massimo i Liseth.
- Raków postawił na Zych, Dawidowicza, Racovițana, Svarnasa, Bulata, Repkę, Silvę, Makucha, Iviego i Brunesa.
- To było zestawienie sugerujące walkę o kontrolę środka pola i szybkie przejścia po odbiorze.
- Ławki rezerwowych dawały obu trenerom realne pole do zmian tempa, a nie tylko do ratowania wyniku.

Tak wyglądały wyjściowe jedenastki
Oficjalne zestawienia opublikowane tuż przed meczem pokazały dwa wyraźnie różne pomysły na finał. Górnik postawił na klasyczne 4-3-3, Raków na 3-4-2-1, czyli układ bardziej elastyczny w budowaniu akcji i zamykaniu przestrzeni w centrum.
| Drużyna | Ustawienie | Wyjściowa jedenastka |
|---|---|---|
| Górnik Zabrze | 4-3-3 | Łubik, Sacek, Janicki, Josema, Janża, Kubicki, Hellebrand, Sadilek, Chłań, Massimo, Liseth |
| Raków Częstochowa | 3-4-2-1 | Zych, Dawidowicz, Racovițan, Svarnas, Tudor, Bulat, Repka, Silva, Makuch, Ivi, Brunes |
Rezerwa też miała znaczenie. Górnik miał w odwodzie m.in. Loskę, Bochniewicza, Podolskiego, Lukoszka, Ambrosa i Zmrzłego, a Raków mógł sięgnąć po Trelowskiego, Pieńka, Ameyawa, Rochę czy Arsenića. W meczu o takiej stawce właśnie pierwsze zmiany zwykle robią różnicę po około 60. minucie, gdy intensywność zaczyna spadać. To prowadzi prosto do pytania, co te ustawienia mówiły o planie obu trenerów.
Co mówiło o meczu ustawienie obu zespołów
Patrząc na ten finał, widzę przede wszystkim starcie dwóch logik gry. Górnik w 4-3-3 mógł szybciej zamykać boczne sektory i lepiej wyprowadzać piłkę z trójką pomocników, a Raków w 3-4-2-1 zyskiwał przewagę liczebną w drugiej linii i większą swobodę w półprzestrzeniach, czyli w kanałach między środkiem a skrzydłem.
W praktyce oznaczało to kilka ważnych rzeczy. Po pierwsze, Górnik mógł szukać szybszych ataków po odzyskaniu piłki, zwłaszcza gdy Chłań i Massimo dostawali przestrzeń do wejścia za linię obrony. Po drugie, Raków miał więcej narzędzi do kontrolowania środka pola, bo przy trzech stoperach i wahadłach łatwiej było mu utrzymać szerokość i jednocześnie nie tracić stabilności w zabezpieczeniu tyłów. To nie był układ przypadkowy, tylko bardzo czytelna próba ustawienia meczu pod własne atuty.
W takich finałach układ na papierze bywa równie ważny jak same nazwiska, bo już przed pierwszym gwizdkiem pokazuje, gdzie trener chce wygrać mecz. Z tego naturalnie wynika spojrzenie na to, które postacie mogły najbardziej przechylić szalę.
Najważniejsze nazwiska i ich role
W obu składach było kilka nazwisk, na które zwracałem uwagę od razu. Nie dlatego, że są najbardziej medialne, ale dlatego, że ich rola w takim meczu jest zwykle większa niż sama pozycja w protokole meczowym.
- Lukas Hellebrand i Lukas Sadilek mieli dać Górnikowi balans między odbiorem a spokojem przy piłce. To para, od której często zaczyna się kontrola tempa.
- Maksym Chłań i Roberto Massimo byli ważni jako zawodnicy zdolni do wejścia w pojedynki jeden na jeden. W finale takie profile są cenne, bo jeden drybling potrafi zmienić rytm całej połowy.
- Mać? Nie, tu trzeba trzymać się konkretu: Jonicki i Josema mieli stabilizować obronę Górnika. W meczach o trofeum najpierw trzeba nie przegrać pojedynków w środku pola i w polu karnym.
- Ivi López był dla Rakowa graczem, który mógł łączyć linie. Taki zawodnik nie zawsze rzuca się w oczy od pierwszej minuty, ale to on często decyduje, czy akcja skończy się podaniem otwierającym, czy kolejnym kółkiem bez efektu.
- Jonatan Braut Brunes dawał Rakowowi punkt odniesienia w ataku. Napastnik tego typu jest ważny nie tylko przy wykończeniu, lecz także przy utrzymaniu piłki i ściąganiu na siebie stoperów.
- Wiktor Zych i Marcel Łubik mieli za zadanie przede wszystkim nie popełnić prostego błędu. W finale bramkarz często wygrywa mecz nie paradą, ale spokojem przy pierwszym i drugim kontakcie.
W mojej ocenie właśnie te role były ważniejsze niż sama medialność nazwisk. W finałach nie wygrywa lista najgłośniejszych piłkarzy, tylko ten zespół, który lepiej sklei swoją strukturę. A to z kolei prowadzi do tematu ławki i absencji, które w takich spotkaniach potrafią być równie istotne jak wyjściowa jedenastka.
Ławka i absencje, które mogły zmienić przebieg finału
Przy meczu tej rangi ławka rezerwowych nie jest dodatkiem. To część planu. Górnik mógł w odpowiednim momencie wpuścić Podolskiego, Ambrosa czy Lukoszka i zmienić sposób atakowania, a Raków miał do dyspozycji m.in. Ameyawa, Rochę, Pieńka czy Trelowskiego, czyli zawodników zdolnych dodać jakości albo podkręcić pressing.
Warto też spojrzeć na piłkarzy, których nie było w kadrze meczowej. Po stronie Górnika brakowało m.in. Dominguesa, Donio, Rupanowa, Sauera i Szcześniaka, a w Rakowie poza meczem znaleźli się Brusberg, Ilenić, Ojo, Otieno, Mirčetić i Struski. Takie nazwiska pokazują, że trenerzy mieli ograniczone, ale wciąż sensowne pole manewru. W praktyce oznacza to jedno: jeśli mecz się nie układa, poprawia go nie tylko zmiana ustawienia, ale też wejście gracza o innym profilu, na przykład szybszego, bardziej bezpośredniego albo lepszego w grze tyłem do bramki.
To dlatego przy analizie składów nie patrzę wyłącznie na pierwszą jedenastkę. Czasem właśnie druga fala zmian mówi najwięcej o tym, kto naprawdę kontroluje finał. I ten sam klucz pomaga ocenić, dlaczego te zestawienia były tak czytelne jeszcze przed pierwszym gwizdkiem.
Co te składy mówiły o finale jeszcze przed pierwszym gwizdkiem
Najkrótsza odpowiedź brzmi: Górnik chciał wygrać organizacją i energią, a Raków poszukiwał przewagi w konstrukcji gry oraz w ruchu zawodników między liniami. To było starcie dwóch sensownych, ale innych filozofii. Górnik w 4-3-3 miał prostszą drogę do wysokiego pressingu i szybkiego ataku, Raków w 3-4-2-1 mógł lepiej zagęścić centrum i stworzyć więcej opcji podania do przodu.
W praktyce takie finały często rozgrywają się właśnie na tym poziomie: nie tylko przez nazwiska, ale przez to, kto szybciej odnajdzie własny rytm i lepiej wykorzysta przestrzeń za plecami rywala. W tym przypadku sygnał z boiska był jasny już przed rozpoczęciem spotkania, a późniejszy wynik tylko potwierdził, że Górnik trafił z planem i wygrał ten finał 2:0. Jeśli ktoś chce umieć czytać mecze lepiej, powinien zaczynać właśnie od takich rzeczy: ustawienia, ról, ławki i tego, co zespół chce zrobić z piłką w pierwszych 15 minutach.
