Patrzę na ten temat przede wszystkim przez pryzmat stabilizacji: w Radomiaku zmiana szkoleniowca nie jest dodatkiem do sezonu, tylko jednym z jego głównych wątków. Na dziś pierwszy zespół prowadzi Bruno Baltazar i to on ma uporządkować drużynę po kolejnych roszadach. W tym tekście wyjaśniam, kto dziś odpowiada za wyniki, skąd wziął się jego powrót i po czym rozpoznać, czy praca trenera Radomiaka idzie w dobrym kierunku.
Najważniejsze fakty o obecnym trenerze Radomiaka
- Na dziś Radomiaka prowadzi Bruno Baltazar, który wrócił do klubu w końcówce marca 2026.
- To szkoleniowiec z portugalskim doświadczeniem i znajomością realiów Radomia, więc nie wchodzi do projektu od zera.
- Najważniejszy problem zespołu nie dotyczy samej ofensywy, tylko lepszego ustawienia obrony i większej kontroli nad meczem.
- W tym sezonie klub miał już kilka roszad na ławce, więc trener pracuje pod większą presją niż w stabilnym projekcie.
- Najlepiej oceniać jego pracę po powtarzalności: punktach, organizacji gry, reakcji po straconym golu i wykorzystaniu kadry.

Kto dziś prowadzi Radomiaka Radom
Na dzień 21 maja 2026 pierwszy zespół Radomiaka prowadzi Bruno Baltazar. Według komunikatu Ekstraklasy, portugalski szkoleniowiec przejął drużynę po Kiko Ramirezie i dostał zadanie domknięcia sezonu w bezpieczniejszym miejscu tabeli.
To dla mnie ważny szczegół, bo Baltazar nie jest tu przypadkowym nazwiskiem z zewnątrz. On zna klub, zna część zawodników i zna już presję, jaka w Radomiu potrafi się szybko nakręcić. W praktyce oznacza to mniej czasu na poznawanie szatni, a więcej na szybkie ustawienie zasad: kto odpowiada za pressing, kto ma inicjować akcje, a kto ma zamykać środek pola.
Właśnie dlatego pytanie o obecnego trenera nie jest tylko kwestią nazwiska. W przypadku trenera Radomiaka chodzi o to, czy potrafi w krótkim czasie zamienić potencjał zespołu w stabilne punkty. Żeby zrozumieć, skąd bierze się ta presja, trzeba spojrzeć na całą serię zmian na ławce.
Jak doszło do zmian na ławce w tym sezonie
Radomiak nie przeszedł przez ten sezon jednym, spokojnym rytmem. Z perspektywy kibica to wyglądało raczej jak seria kolejnych korekt niż planowa budowa zespołu. I właśnie to tłumaczy, dlaczego ocena każdego kolejnego szkoleniowca jest trudniejsza niż zwykle.
| Trener | Moment przejęcia | Co było najważniejsze |
|---|---|---|
| Joao Henriques | Początek obecnego sezonu | Miał nadać podstawowy kształt drużynie, ale projekt nie zyskał pełnej stabilności. |
| Goncalo Feio | Jesienna zmiana | Dał szybki impuls, lecz z czasem zespół przestał utrzymywać ten sam poziom. |
| Kiko Ramirez | Marcowa roszada | Przejął obowiązki w trybie przejściowym i miał utrzymać zespół w biegu. |
| Bruno Baltazar | 27 marca 2026 | Wrócił, by uporządkować grę i dowieźć wynik do końca sezonu. |
Taka rotacja nie działa na korzyść żadnego szkoleniowca. Nawet jeśli w sztabie zostają podobne nazwiska, każdy trener ma własny sposób ustawiania zespołu, własne tempo pracy i własne priorytety. W efekcie zawodnicy muszą co chwilę przestawiać się na nowy język boiskowy, a to zwykle spowalnia rozwój bardziej niż jeden słabszy mecz. I właśnie dlatego warto przyjrzeć się temu, co Baltazar próbuje zrobić inaczej.
Co wyróżnia pomysł Baltazara
Najkrócej mówiąc, Baltazar nie wygląda na trenera od hałaśliwej rewolucji. Bardziej przypomina kogoś, kto chce uporządkować mechanikę drużyny, uspokoić jej środek i dopiero potem dokładać kolejne elementy. Dla mnie to rozsądniejsze niż obiecywanie wielkiej zmiany w tydzień, bo w ekstraklasie zwykle szybciej wygrywa organizacja niż efektowna deklaracja.
- Nie forsuje pressingu bez sensu - ważniejszy jest moment niż sam odruch biegania za piłką. To podejście ogranicza chaos w środku pola.
- Chce większej kontroli w centrum boiska - kluczowe są trójkąty, ustawienie pomocników i zabezpieczenie przestrzeni po stracie.
- Rozkłada odpowiedzialność za gole na kilku piłkarzy - nie chce, by drużyna była zależna od jednego napastnika.
- Podkreśla rywalizację w składzie - każdy ma wiedzieć, że miejsce w jedenastce nie jest dane raz na zawsze.
W praktyce to ważne, bo Radomiak nie potrzebuje dziś tylko „ładniejszej gry”. Potrzebuje zespołu, który potrafi przejść przez słabszy fragment meczu bez rozsypania się na pół boiska. Jeśli ten plan ma zadziałać, musi odbić się przede wszystkim na obronie i koncentracji po stracie piłki. A to prowadzi do trudniejszego pytania: dlaczego to zadanie w ogóle jest tak wymagające?
Dlaczego jego zadanie jest trudniejsze niż wygląda
Z zewnątrz można powiedzieć: „wystarczy kilka dobrych wyników i po sprawie”. W ekstraklasie to tak nie działa. Przy tak ciasnej tabeli jeden mecz potrafi przesunąć klub o kilka miejsc, ale równie szybko jedno potknięcie znów uruchamia nerwowość. Trener nie walczy więc tylko o punkty, ale też o spokój w głowach zawodników.
W przypadku Radomiaka widzę cztery realne obciążenia:
- Krótki margines błędu - gdy drużyna jest blisko dolnej części tabeli, każde niepowodzenie urasta do dużego problemu.
- Wahania w defensywie - nawet dobrze wyglądający mecz może zostać zepsuty przez jeden prosty błąd w ustawieniu.
- Potrzeba szybkiego zgrania - przy częstych zmianach szkoleniowca piłkarze muszą błyskawicznie odnaleźć wspólny język.
- Presja środowiska - w klubie i wokół niego bardzo łatwo o emocjonalne reakcje po jednym wyniku.
To właśnie dlatego sam fakt, że drużyna potrafi wygrać dwa czy trzy mecze z rzędu, nie rozwiązuje jeszcze wszystkich problemów. Prawdziwy test zaczyna się wtedy, gdy trzeba utrzymać powtarzalność bez względu na rywala, stadion i przebieg spotkania. Z takiej perspektywy najciekawsze nie są pojedyncze nagłówki, tylko konkretne wskaźniki pracy trenera.
Jak oceniam, czy praca trenera naprawdę działa
Jeżeli mam patrzeć na to uczciwie, nie wystarczy powiedzieć, że „wyniki są lepsze” albo „gra wygląda pewniej”. Chcę widzieć trzy rzeczy naraz: strukturę, reakcję i powtarzalność. Dopiero ten zestaw pokazuje, czy trener faktycznie coś buduje, czy tylko łapie krótką serię korzystnych zdarzeń.
- Mniej przypadkowych strat w obronie - drużyna nie powinna otwierać rywalom autostrady do bramki po prostych błędach ustawienia.
- Lepsza reakcja po straconym golu - zespół nie może się rozsypywać po jednym ciosie, bo wtedy każda przewaga psychologiczna znika.
- Wyraźny plan na pierwsze i ostatnie minuty - to właśnie w tych fragmentach najłatwiej odczytać, czy trening przekłada się na mecz.
- Realny wkład rezerwowych - jeśli zmiennicy wchodzą i podnoszą poziom, trener ma kontrolę nad szerokością kadry.
- Stała jakość decyzji - nie chodzi o to, by zawsze trafiać w jeden skład, ale by błędy nie powtarzały się z tygodnia na tydzień.
Jeśli te elementy zaczynają się zgadzać, wtedy można mówić o prawdziwej poprawie. Jeśli nie, każda seria punktów zostaje tylko chwilowym oddechem. I właśnie to jest najuczciwsza miara pracy szkoleniowca w Radomiu. Na końcu zostaje więc pytanie nie o nazwisko, ale o kierunek, w którym idzie cały projekt.
Co zostaje z tej historii przed końcówką sezonu
Na dziś najważniejszy wniosek jest prosty: Radomiak ma trenera, który zna realia klubu i dostał jasne zadanie na końcówkę sezonu. Bruno Baltazar nie musi już budować romantycznej opowieści o wielkiej przebudowie, tylko dowieźć drużynę przez najtrudniejszy fragment rozgrywek i utrzymać porządek tam, gdzie wcześniej go brakowało.
Jeśli mam wskazać jedną rzecz, na którą warto patrzeć w kolejnych meczach, to nie będzie to sam wynik, ale powtarzalność. Czy Radomiak gra z planem, czy potrafi utrzymać koncentrację po straconym golu, czy rezerwowi podnoszą poziom, a nie tylko wypełniają minuty. Odpowiedzi na te pytania powiedzą więcej o trenerze niż jeden głośny nagłówek po meczu.
W praktyce to właśnie od takich detali zależy, czy obecny szkoleniowiec zostanie zapamiętany jako doraźny ratunek, czy jako trener, który naprawdę uporządkował Radomiaka w trudnym momencie.
